dzień dobry

Recenzja: Dzień dobry. Śniadania z Małgosią Mintą

wpis w: Notatnik, Od kuchni | 1

Małgosia Minta, autorka bloga Minta Eats i redaktorka magazynu Kukbuk, to postać popularna wśród foodies. Gdy pierwszy raz wzięłam do ręki jej książkę „Dzień dobry. Śniadania z Małgosią Mintą” spodziewałam się odjechanych przepisów i jazdy bez trzymanki. A co znalazłam w środku? No właśnie…

dzień dobry

Usiadłam w ogrodzie, gdzie wiśnie dojrzewały na krzaku, a ptaki budziły miasto w niedzielny leniwy poranek. Postawiłam na stoliku kawę i kanapki z jajecznicą. Postanowiłam potraktować temat poważnie i faktycznie spędzić śniadanie z Małgosią Mintą. Pierwsze zdania wstępu sprawiły, że totalnie pochłonął mnie klimat poranka. Szum naparu w kawiarce, chrupanie skórki od chleba pod naciskiem noża i skwierczenie omleta na patelni. Za to kocham śniadania. W myślach przybiłam autorce piątkę i popłynęłam dalej.

 

Praktycznie

Jestem totalną bałaganiarą, dlatego rzecz, za którą doceniam tę książkę, to przede wszystkim porządek i funkcjonalność. Zaczyna się od niezbędnika, czyli przypraw i produktów, które autorka poleca mieć w kuchni. To mój hit. Taki rozdział powinien znaleźć się w każdej książce kulinarnej. Lista zakupów, które trzeba zrobić zabierając się za przepisy konkretnego autora. Każdy ma w końcu zestaw ulubionych przypraw i produktów. Przepisy podzielone są na takie ekspresowe – dla śpiochów, wymagające więcej pracy – gdy możesz w spokoju je zjeść i wypić kawę, śniadania na wynos, takie wymagające więcej czasu – na leniwe poranki i przepisy na śniadania w większym gronie. Gdzieś pomiędzy jest też rozdział „Na zapas”. To kolejna rewelacja. Granole, smarowidła, konfitury i przyprawy. Smakołyki domowej roboty, które mogą zarówno stać się częścią szybkiej porannej przekąski (kanapka z masłem orzechowym i w drogę!) albo niedzielnego przedpołudnia (świeżo upieczone brioszki z konfiturą… <3). Pomiędzy pochłanianiem kolejnych inspiracji, skusiłam się na przepis na drożdżowe bułeczki, do którego dodałam swoje trzy grosze.

dzień dobry

Prosto

To nie jest książka, która was zaskoczy. Wiele przepisów to klasyki. Często klasyki z kreatywnym twistem. Ale na śniadanie nie lubię eksperymentów. Tak sobie myślę, że pierwsze danie dnia powinno być przewidywalne. Pyszne i proste. Kubek dobrej kawy czy kakao i talerz dobrego jedzenia, które smakuje dokładnie tak, jakbym chciała. To oczywiście nie oznacza, że nie jestem fanką śniadaniowych eksperymentów. I takie się w tej książce pojawiają – niecodzienne połączenia smakowe, jak np. feta z jarmużem. Szokujących receptur jednak w książce Małgosi nie znajdziecie i bardzo się z tego cieszę. Znamy takie smaki, które po prostu są dobre takimi, jakimi są. I chwała autorce za to, że pozwoliła śniadaniowym samograjom, jak gzik czy jajecznica, pozostać po prostu sobą. Bez zbędnego przekombinowania i zadęcia.

Pysznie

Tę książkę szczególnie polecam tym, którzy śniadań nie lubią. Jeśli z ciarkami na plecach wspominacie zupy mleczne, kanapki z pasztetem i za mało ściętą jajecznicę – „Dzień dobry” jest właśnie dla was. Drożdżówki z owocami, jaglanki i omlety przegonią wszystkie koszmarki z dzieciństwa. W swoich przepisach Małgosia korzysta przede wszystkim z sezonowych i lokalnych produktów. Chrupiące nowalijki, soczyste truskawki i pachnące słońcem pomidory. Znajdzie się coś na każdą porę roku! Minta smakami przywołuje we mnie ciepłe wspomnienia. Babcina drożdżówka, najlepszy na świecie twarożek mojej mamy i jajecznica – moje pierwsze kulinarne eksperymenty.

„Dzień dobry. Śniadania z Małgosią Mintą” to książka kulinarna, ale też sentymentalna. Smaki poranka, dobrze znane każdemu z nas, zebrane w jednym miejscu. Cudownie jest mieć taki tytuł na półce nawet, jeśli większość potraw od dawna funkcjonuje w naszym menu. Piękne zdjęcia, opisy tworzące ten cudowny klimat rosy na stopach i pierwszych promieni słońca na twarzy, oraz cudowne przepisy. Takie, o których w dzisiejszych czasach, pędu i przerostu kulinarnej wymyślności nad treścią, zwyczajnie zapominamy.